Jako miłośniczka królików od 17 lat zgłębiająca behawior tych zwierząt, jestem przeciwniczką kawiarni z królikami jako atrakcjami. W tym przypadku nie ma znaczenia to, że nasze króliki to zwierzęta towarzyszące i domowe, a nie dzikusy. Nawet jeśli nie są aż tak reaktywne na bodźce, to nadal reagują na gwałtowne ruchy w pobliżu i łatwo wpadają w panikę. Niektórym królikom do spanikowania wystarczy wzięcie na ręce przez człowieka. Tylko tyle.

Jeśli kocie kawiarnie przy odpowiednim zabezpieczeniu, nadzorze i doborze zwierząt mogę zaakceptować (koty mają zdecydowanie bardziej wywalone na świat), tak królicze bardzo niechętnie. Innym zwierzęciem jest mały drapieżnik czyli kot, a innym zwierzę łowne (prey animal) jakim jest królik, którego życie polega na byciu czujnym i uciekaniu w razie potrzeby.

Potrzeby królików nade wszystko

W piramidzie potrzeb zwierząt tuż za podstawowymi potrzebami fizjologicznymi jak jedzenie, picie, sen, na kolejnym miejscu jest potrzeba bezpieczeństwa. Są to potrzeby niezmienne, niezależnie od gatunku, rasy, płci, wieku. Jeśli one są zaspokojone, można ruszać na wyższe levele potrzeb: kontaktów socjalnych, eksploracji, zabawy, stymulacji. W miejscach takich jak kawiarnie trudno już o ten drugi etap, a i o potrzebę snu też nie zawsze da się zadbać należycie. Króliki to zwierzęta krepuskularne (najbardziej aktywne o świcie i o zmierzchu) – czy takie miejsca mogą być czynne o poranku i wieczorami z pominięciem dnia? Oświetlane głównie światłem dziennym (to też jest ważne dla dobrostanu królików!)? Nie sądzę, by się to wtedy spięło biznesowo.

W kawiarniach dużo się dzieje, codziennie są nowi ludzie, którzy niekoniecznie umieją króliki obsługiwać. Wpuszcza się tych przypadkowych ludzi, różnie pachnących i o różnej koordynacji ruchowej do zagród, czyli na terytorium królików. I dzieje się to każdego dnia, dzień w dzień. Podczas gdy stres jednorazowy i krótkotrwały jest dla zwierzęcia naturalny, a nawet korzystny, to stres chroniczny prowadzi do rozlicznych kłopotów zdrowotnych (m.in. obniżenia odporności, zaburzeń ze strony przewodu pokarmowego) i behawioralnych (walk w stadzie, zachowań kompulsywnych, lękliwości).

Zwierzęta mogą się habituować do wielu sytuacji w odpowiednim czasie (na przykład pies zgarnięty z łańcucha na wsi może zacząć żyć w miejskim zgiełku i się tam odnaleźć przy wsparciu ze strony opiekuna), ale nawet mój super towarzyski pies nie zawsze chce być dotykany. Robi się wtedy wklęsły. Króliki nie powiedzą: halo, halo, proszę dziś nie wchodzić! Dziś mamy gorszy dzień, chcemy przerwy! Ich asertywność wiąże się przeważnie z ucieczką do domku, a rozmiary, ilość wyjść i rozmieszczenie miejsc schronienia również są ogromnie istotne (w przypadku królików zawsze jedno ze schronień powinno być w pobliżu miejsca podawania jedzenia). Wystawienie kilku niewielkich domków, które wciąż są dostępne i na widoku w tym samym pomieszczeniu nie załatwia sprawy. Czy ktoś z was ma królika, który mimo dostępnych domków i tak woli siedzieć pod kanapą, gdzie my nie sięgamy? No właśnie.

Jaka kawiarnia z królikami mogłaby mieć sens

Czy jestem w stanie zaakceptować jakąś formę „króliczej kawiarni”? Tak. Najlepiej z zewnętrznym wybiegiem i śluzami dla królików przygotowanymi w ten sposób, że człowiek z zewnątrz nie miałby wstępu na ich terytorium, a króliki mogłyby same decydować, czy chcą wyjść do ludzi i wejść z nimi w interakcję, czy sobie tego nie życzą. Musiałaby mieć też kryjówki, z których nie będą widoczne dla gości lokalu i możliwość odpoczynku w środku dnia.

Z drugiej strony takie komercyjne wykorzystywanie zwierząt zawsze powoduje u mnie niepokój etyczny. Z kawiarni mamy blisko do mini zoo, które nie chronią gatunków ani nie prowadzą edukacji (choć są takie, które działają fajnie – znam całe jedno). Jedyne co robią, to zarabiają na zwierzętach. A tutaj znów jest mi blisko do interwencji, którą przeprowadzaliśmy w 2016 roku z Fundacją Azyl dla Królików, gdzie zapadł wyrok skazujący dla właściciela przybytku. Tam króliki były atrakcjami do wożenia na taczkach i skakania z nimi na trampolinach. I choć to przykład ekstremum, to kawiarnia wciąż pozostaje takim miejscem w wersji soft. Tym bardziej taka, w której królika podaje się w koszyku na stół do głaskania za opłatą.

One thought on “O króliczych kawiarniach okiem behawiorysty

  1. Świetny artykuł!
    Niestety obecnie powstaje coraz więcej miejsc, w których króliki są atrakcją. Ostatnio przypadkowo na fb wyświetliła mi się Królicza Buda, gdzie mało że jest to miejsce, gdzie przewija się pełno ludzi, w tym dzieci w różnym wieku to jeszcze jeżdżą z królikami do żłobków, szkół. Tragedia, czy kiedyś takie “atrakcje” będą polegały jakimkolwiek regulacją?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *